czwartek, 2 stycznia 2020

Jak została peruwiańską żoną - Mia Słowik

Instagram

Czasami trzeba rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Albo do innej głuszy, którą w tej książce okazała się Ameryka Południowa. I za czyją radą Mia pojechała na drugi koniec świata? Terapeutki. Obcej osoby. Potrzebowała rady kogoś z zewnątrz, kto nie jest jej rodziną i do jej osoby ma całkowicie obiektywne podejście. Tylko... czy na pewno było to dobre posunięcie?

Mirella powiedziała, że ma skorzystać z pierwszej oferty jaka się pojawi i wyjechać. Możliwie daleko, spontanicznie, bez zastanowienia. Szwajcaria? Za blisko. Afryka? Mirella kręciła nosem. Ameryka Południowa? Strzał w dziesiątkę! Prezent gwiazdkowy od babci w postaci kilku tysięcy złotych, bilet w jedną stronę i tym sposobem Mia pojawiła się na innym kontynencie, a konkretniej w Bogocie. Zaczęła się jej życiowa przygoda.

Mia jest osobą, którą jest utwierdzona w przekonaniu, że niczego nie potrafi zrobić, na nic nie może się zdecydować i ogólnie do niczego się nie nadaje. Nawet będąc już w Kolumbii spotyka osoby, które ją w tym przekonaniu utwierdzają. I to było naprawdę przykre. Dlaczego ludzie tak lubią zwracać uwagę na jakieś niedoskonałości u innej osoby? To wcale temu komuś nie pomaga, a wręcz jeszcze bardziej pogłębia niską samoocenę. Wiecie co? Mia sobie poradziła. Oczywiście, droga do osiągnięcia tego nie była usłana różami, spotykały ją naprawdę nieprzyjemne sytuacje, także czasem niebezpieczne. Naprawdę, nie było łatwo. Ludzie, których spotkała byli niesamowitą mieszanką osobowości, poznała skrajnie różne charaktery i poglądy. W pewien sposób została zmuszona do tego, aby zajrzeć w głąb siebie i zrozumieć samą siebie. Nie jest to proste dla nikogo, a dla osoby, która znajduje się w niestandardowej sytuacji, jeszcze trudniejsze. A jej się udało.

Spotkała osobę, która okazała się jej idealną drugą połową. Ten mężczyzna był na drugim końcu świata, ale dzięki jej determinacji odnaleźli się. Jest to niesamowite i wydaje się wręcz niemożliwe, ale czy w dzisiejszych czasach, faktycznie aż tak dziwne? Chyba nie. Ludzie przemieszczają się z kraju do kraju, podróżują z kontynentu na kontynent. Nie ma innej możliwości, takie rzeczy muszą mieć miejsce, ale mimo tego, za każdym razem, robią wrażenie. 

Powiem tak. Miałam naprawdę mieszane uczucia sięgając po tę książkę. Bałam się, że będzie bardzo "górnolotna", z wieloma przemyśleniami i mocno podkreślonym wątkiem psychologicznym. Tak, te elementy są ujęte w fabule, ale w taki sposób, że nie jest to męczące. Autorka znalazłam w tym umiar, jednocześnie nie szczędząc tych tematów. Brawo za to. Bardzo mocno jest podkreślona osobowość autorki i bohaterki w jednym. Za to duży plus, ponieważ dzięki temu łatwiej jest zrozumieć pewne decyzje i zachowania.

Jak zostałam peruwiańską żoną jest książką... inną. Podejrzewam, że nie wszystkim się spodoba, ale też literatura faktu jest takim gatunkiem, który trzeba lubić i mieć duże chęci, żeby jej "spróbować". Cieszę się, że miałam okazję poznać ten tytuł, bo było to bardzo ciekawe doświadczenie. Po takie książki sięgam rzadko i, chyba, dlatego bardziej je doceniam. Ja ją polecam, ale podkreślam, taką tematykę trzeba lubić.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Annapurna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz