niedziela, 8 lipca 2018

Wyśniona jedenastka - Paweł Fleszar


Piłka nożna może być ciekawsza niż nam się wydaje, a przynajmniej, niż mi się wydawało. W takim razie, dlaczego chciałam przeczytać Wyśnioną jedenastkę? Przecież ten temat jest mi tak daleki, jak Kraków od Gdańska. Jednak w tej historii znalazło się coś, co przykuło moją uwagę. Tajemnica, dziwne zbiegi okoliczności, pytania bez odpowiedzi, napady w zaułkach, ludzie bez twarzy. Do tego Kraków. Po zsumowaniu – coś, co bardzo lubię.

Zdecydowana większość ulic zamieszczonych w książce jest mi znana, więc lektura była tym większą przyjemnością, bo razem z bohaterami mogłam się znaleźć w poszczególnych miejscach. Nie musiałam sobie ich wyobrażać. Wystarczyło sobie przypomnieć, jak wyglądają i już przenosiłam się w miejsce akcji. Tych miejsc było wiele, bo wiele przygód przeżył Maciej. Można pomyśleć, że zdarza mu się wszystko, co tylko zdarzyć się może. Trudno się jednak dziwić, skoro bohater zajmuje się pisaniem artykułów o tematyce sportowej do jednej z krakowskich gazet. Tak naprawdę, jest on w centrum wydarzeń.
On i Karolina. I Agnieszka. W różnym czasie, ale wszystko kręci się właśnie wokół tek trójki bohaterów. Kim oni są?

Maciek – dziennikarz. Karolina – studentka filologii. Aga – studentka, zapalona siatkarka z niejednym sukcesem na koncie. Muszę przyznać, że czasami bałam się Maćka. Nie wiedziałam, w jaki sposób „ugryźć” tę postać. Bo jak to tak? Nagle bierze udział w obydwu historiach? Pojawia się tam, gdzie dzieje się najwięcej, czasami nagle i niespodziewanie. Jego zachowanie wydawało mi się czasami po prostu podejrzane. Jakieś takie naciągane. Nie polubiliśmy się. O wiele bardziej przypadła mi do gustu postać Agnieszki. Odważna, szybko podejmująca decyzje, inteligentna, sprytna. Można nawet powiedzieć, że nieustraszona.

Mimo odstępu czasu obie historie są tak do siebie podobne, tak bardzo tematycznie powiązane, że jest to aż trudne do uwierzenia. Chodzi o jedno. O trofeum, które zaginęło, a które chce mieć w posiadaniu aż zbyt wiele osób.

Fabuła jest dynamiczna, nawet bardzo. Tak naprawdę, nie ma zbyt wielu momentów, kiedy można odetchnąć i pomyśleć. Wszystko dzieje się szybko, ale jest to ogromna zaleta. Dużo wydarzeń ma miejsce w 2004 roku, a rok 2016 wcale nie jest spokojniejszy. I chociaż tych zwrotów akcji jest sporo, to nie czułam się tym zmęczona. Przeciwnie. Jeszcze bardziej chciałam czytać dalej i dowiedzieć się, o co naprawdę w tym wszystkim chodzi.

Wiecie, nie jestem jakąś niesamowitą fanką piłki nożnej. Mecze oglądam tylko wtedy, gdy gra polska reprezentacja, chyba że Mąż śledzi jakieś rozgrywki, to wtedy też czasami rzucę okiem. Do tej pory nie wiem, co to jest spalony i już pogodziłam się z tym, że nigdy nie rozwiąże tej zawiłej zagadki. Z naszej reprezentacji kojarzę nazwiska, ale z przypisaniem ich do konkretnych twarzy mam już problem. No, może poza trzema, góra czterema przypadkami (nie wiedzieć, jak wygląda Lewandowski, Błaszczykowski czy Szczęsny, to już jednak chyba zbyt duży obciach).  Można uznać, że nie jestem ignorantką w 100% :) Coś tam wiem, zaangażowanie pojawia się co jakiś czas, więc źle nie jest, ale bez przesady. W codziennym życiu ten temat jest mi totalnie obojętny.

I nagle! Objawienie. Autor książki sprawił, że zdarzył się cud, bo moje zainteresowanie piłką nożną wzrosło, przynajmniej na czas czytania jego książki :) I może nie samą piłką nożną, ale jej historią. Bardzo lubię historię. Uwielbiam, kiedy jest wplatana w fabułę, ale umiejętnie. Czasami nawet najlepsza książka może zostać zepsuta zbyt dużą ilością faktów historycznych. Jeśli dodatkowo są one zaprezentowane nieumiejętnie, to książka robi się po prostu nudna. W tym przypadku tak nie było. Na szczęście.

Nie jest też tak, że pstryknęłam palcami i zaczęłam oglądać wszystkie możliwe mecze, być na bieżąco z rozgrywkami i rozumieć ten nieszczęsny spalony. Podejrzewam, że częstotliwość śledzenia pojedynków piłkarskich nie wzrośnie, ale chyba trochę inaczej ją rozumiem. Poznałam ją od innej strony, tej ciekawszej, działającej na wyobraźnię. I za to bardzo dziękuję autorowi, ponieważ nie spodziewałam się, że kiedyś taki moment nastąpi.

Jak widzicie, ta książka nie jest tylko i wyłącznie dla fanów piłki nożnej. Jeśli lubicie kryminały, to bez namysłu sięgnijcie po ten tytuł. Polecam ja każdemu, kto czuję potrzebę zanurzenia się w tajemnicy i zagadce, kto czuje potrzebę poznania czegoś nowego, jeśli tak jak ja, nie miał wcześniej większej styczności z historią futbolu. Nie będziecie zawiedzeni.

Jeśli macie ochotę zapoznać się z tą historią, sprawa jest bardzo prosta. Znajdziecie ją TUTAJ, wystarczy ją pobrać i cieszyć się lekturą :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorowi, panu Pawłowi Fleszarowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz