wtorek, 23 maja 2017

Maybe Someday - Colleen Hoover

Źródło zdjęcia

Zaskoczenie, Zdziwienie. Ciekawość. Colleen Hoover potrafi zadbać o czytelnika i wiem to już po jednej jej książce, jaką przeczytałam. Już teraz wiem, że muszę, po prostu muszę przeczytać inne. Jak miałabym tego nie zrobić, skoro Maybe Someday było AŻ TAK dobre? Nie umiałabym inaczej.

Sydney ma wszystko poukładane. Studiuje, pracuje, ma chłopaka i przyjaciółkę. Super. Zdawałoby się, że wszystko jest na dobrej drodze do, tak zwanej, stabilizacji życiowej. Miała pewne wątpliwości związane z Hunterem, ale jeszcze nie do końca jest przekonana, co właściwie powinna z tym zrobić. Można powiedzieć, że wszystko jest w porządku. I nagle - bach! Sydney ląduje w taksówce z walizkami, ale za to bez torebki, o której zupełnie zapomniała po tym, jak pobiła swoją najlepszą przyjaciółkę. To znaczy - byłą najlepszą przyjaciółkę. Chyba nie muszę pisać, co dokładnie się stało. Dodajcie dwa do dwóch i wszystko będzie jasne.

W każdym razie - Sydney ma problem, ale od czego są sąsiedzi? Szczególnie tacy, z którymi nie zamieniło się ani jednego słowa, za to pisało się dużo SMS-ów, wysyłało teksty do piosenek i słuchało się, jak grają na gitarze? Tu trzeba dodać jedno. Genialnie grają na gitarze. Właśnie taki ktoś uratował Sydney. Ridge właściwie kazał jej się do niego wprowadzić. Nie da się ukryć, że dziewczyna jest wdzięczna, ale jednocześnie skołowana. Przecież tak naprawdę ona go w ogóle nie zna! Chce wszystko wyjaśnić, wytłumaczyć, że to tylko chwilowe i zaraz znajdzie jakiś kąt dla siebie. Musi tylko ochłonąć. Tylko dlaczego Ridge jest taki milczący?

Ta książka potrafi całkowicie pochłonąć. Przyznaję, że czytałam ją po nocach, podczas karmienia Meli. Dziecko mi się usypiało, a ja dalej czytałam. Tylko rozsądek kazał mi przerywać, żeby choć trochę pospać :) Ale właśnie taka jest ta powieść - totalnie wciągająca

Biorąc pod uwagę początek tego wpisu może się wydawać, że główną postacią jest Sydney. Otóż nie. Jak dla mnie zdecydowanie to Ridge gra tutaj pierwsze skrzypce. Utalentowany, inteligentny, kulturalny. Zdawałoby się, że nic mu nie dolega. Zdawałoby się, ale jednak dolega. Ridge nie słyszy, a z własnego wyboru także nie mówi. Porozumiewa się tylko za pomocą języka migowego oraz SMS-ów. 

Jak już napisałam, Colleen Hoover potrafi zadbać o czytelnika i już po tej jednej książce nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Stworzona przez nią fabuła odrywa od wszystkiego, co nas otacza. Klimatu dodaje muzyka, która jest w tej książce obecna praktycznie na każdej stronie. Jest to rzadko spotykany zabieg i muszę przyznać, że nie zawsze udany. Tym razem jest to idealnie uzupełnienie fabuły. 

Szczerze polecam Wam tę książkę. Nie pożałujecie spędzonego z nią czasu, jestem tego pewna. 

6 komentarzy:

  1. Spotykam same superlatywy na temat twórczości tej Pani, moja siostra też ją zachwala, ale ja nie jestem przekonana. .. :) Może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, każdemu podoba się coś innego ;)

      Usuń
  2. Całkiem nieźle czytało mi się tę historię, chociaż momentami nieco mnie nudziła. Niemniej nie potrafię zapałać ogromnym uczuciem do twórczości Hoover, bo nie widzę w niej niczego odkrywczego...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jej żadnej książki, ale nie pierwszy raz czytam pozytywną recenzję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się skusisz na spędzenie trochę czasu z tą książką? :)

      Usuń