piątek, 30 grudnia 2016

Czyżbym miała wrócić do blogowania? (znowu)

Jest grudzień. Więcej! Ten grudzień jutro się kończy. Jeszcze więcej! Tym samym dobiegnie końca 2016 rok.
I w tym momencie powinno nastąpić piękne podsumowanie - ile przeczytałam książek, a ile planowałam, ile pojawiło się recenzji, ile nawiązałam nowych współprac, jak one się układały itd itp. Otóż tego nie będzie.
Dlaczego? Przecież nie mogę narzekać na ten rok pod względem czytelniczym. Te osoby, które mimo ciszy z mojej strony jednak tu zaglądały, na pewno zauważyły, że tytuły kolejnych przeczytanych książek pojawiały się w zestawieniu (KLIK) regularnie. I taka jest prawda. Czytać nie przestałam. Straciłam za to wenę do pisania. Pojawiła się we mnie obawa, że każda recenzja jest taka sama, chociaż książki różne. Nie miałam na nie pomysłu. Obiecywałam i sobie, i Wam, że do pisania wrócę, niejednokrotnie. Sami widzicie efekty - ostatnia recenzja pojawiła się w lipcu. Jak napisałam w pierwszej linijce, mamy grudzień. Cóż. Tak bywa. Oprócz tego, na mojej czytelniczej liście pojawiały się książki, do których wróciłam z ogromnym sentymentem i radością. 
Wcale nie twierdzę, że nagle mnie olśniło. Nieeee. Aż tak łatwo nie jest. Pojawiła się chęć i potrzeba, a to już jest bardzo dużo, to już cieszy :) Być może przez to, że Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami (jak tam sylwestrowe plany? :), może dlatego, że przez te miesiące mojego milczenia wydarzyło się wiele rzeczy. Wydarzy się jeszcze więcej, czego już nie mogę się doczekać :)
Nie mogę Wam obiecać, że nagle regularnie zaczną się pojawiać na blogu nowe recenzje. Tak naprawdę, to zaczynam wszystko od nowa. Zero współprac. Zero skonkretyzowanych planów co do tego, jak będzie wyglądać zawartość bloga. Tylko recenzje? Tylko zdjęcia? Recenzje plus zdjęcia? Dodawać coś na temat szydełkowania, które zaczyna mnie coraz bardziej wciągać? Jeszcze nie wiem, niedługo się dowiem, liczę też na Wasze opinie na ten temat :) 
Te osoby, które śledzą moje konto na Instagramie z pewnością zauważyły, co działo się u mnie w ciągu ostatnich miesięcy. W dodawaniu zdjęć też zdarzają mi się przerwy, ale zdecydowanie krótsze ;) Mogliście zobaczyć przeczytane książki (nie wszystkie), odwiedzone miejsca (również nie wszystkie, bo temat jednego wyjazdu został pominięty całkowicie, czego nie mogę odżałować, ale to na szczęście jest do nadrobienia), moje szydełkowe produkcje (na razie jest ich malutko, bo co to tyle, ale są już plany na kolejne) i... brzuszek :) 
Od lipca świat stanął na głowie i choć wszystko wokół wydaje się takie samo, to tak naprawdę jest zupełnie inne, ponieważ mamy z Mężem świadomość, że już niedługo, bo w drugiej połowie marca, pojawi się na świecie mała istotka, która już teraz zawładnęła nami całkowicie. W takim razie, co będzie się działo, gdy się urodzi? ;) Nie wiem, ale z niecierpliwością odliczam dni do marca :) I tego typu tematyka również może się zacząć pojawiać, chociaż niekoniecznie. Zobaczymy, na co mnie natchnie ;)

Mało książkowy wpis, ale mnie to bardzo cieszy. Mogłam szczerze wszystko Wam napisać i szczerze? Jakoś mi tak lżej, bo to nie jest tak, że rzuciłam bloga w kąt i w ogóle o nim nie myślałam. A skąd! Gdzieś tam z tyłu głowa kołatała mi się myśl, że blog czeka, że ktoś, kto czyta moje wpisy również czeka. 

Domyślam się, że z osób, które odwiedzały to miejsce w sieci została dosłownie garstka, jeśli w ogóle ktoś został. Zdaję sobie sprawę z tego, że ten aspekt również jest do nadrobienia, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Nic nie obiecuję, mam nadzieję :)

Tym, którzy dotrwali do końca mojego wywodu serdecznie dziękuję za uwagę i cierpliwość :)
Być może już niedługo coś się tutaj pojawi :)