niedziela, 6 września 2015

Troje - Sarah Lotz

Źródło zdjęcia

12 stycznia 2012 roku dla wielu rodzin był najdłuższym dniem ich życia. Czekali na najgorsze, walczyli z drzemiącym w nich niepokojem, strachem, przerażeniem. Jednocześnie posiadali iskierkę nadziei, która utrzymywała ich przy zdrowych zmysłach. Cztery katastrofy lotnicze na czterech kontynentach zmieniły w miarę spokojne życie w koszmar, z którego każdy chciał się obudzić. Dlaczego tylko tych troje dzieci przeżyło? Jaki cud sprawił, że w ogóle udało im się przeżyć bez większych obrażeń? Przecież to były katastrofy lotnicze! Każdy jest chyba doskonale świadomy tego, jak wyglądają statystyki dotyczące tego rodzaju zdarzeń. Właśnie dlatego chyba wszyscy ludzie zadawali sobie te pytania: jak i dlaczego?

Jess, Bobby i Hiro przeżyli. Każde z nich straciło w katastrofie kogoś bliskiego - rodziców, rodzeństwo. Te dzieci są jedynymi osobami, które przeżyły katastrofy lotnicze. Jeśli myślicie, że pozwolono im w spokoju dochodzić do siebie wśród bliskich, którzy im pozostali, to jesteście w błędzie. Żadna osoba na świecie nie potrafiła znaleźć powodu, dla którego tych troje dzieci miałoby przeżyć. Według wszelkich przeprowadzonych badań te dzieci powinny zginąć, jak reszta pasażerów. Jest to brutalne, ale szczere. Jednak one przeżyły, jest to niewytłumaczalne i prawdziwe. Pojawienie się informacji, że są osoby ocalałe z tych katastrof było początkiem wszystkiego. Powstały opinie, że ta sytuacja jest zapowiedzą końca świata. Wykształciło się tle różnych opinii, ile ludzi podejmowało ten temat. Drążenie go trwało bez przerwy, padały mniej lub bardziej racjonalne argumenty, co sprawiło, że coraz większa rzesza osób zaczyna naprawdę wierzyć w fakt, że te Apokalipsa jest blisko, a Czarny Czwartek był jej początkiem.

Z jednej strony muszę przyznać, że Sarah Lotz naprawdę się postarała i spod jej rąk wyszło dzieło nietuzinkowe. Autorka pokierowała konstruowaniem fabuły w taki sposób, że w zasadzie przez cały czas można się zastanawiać nad jednym - to wszystko działo się naprawdę czy jest jedynie zmyślnie opisaną fikcją? Jest to naprawdę zaleta sprawiająca, że powieść zyskuje bardzo dużo na wartości. Gdyby tylko od tego zależała moja opinia, to całościowa ocena książki byłaby naprawdę wysoka, ponieważ klimat zrobił swoje. Sam pomysł na fabułę zasługuję na sporą uwagę.

Są jednak aspekty, które nie do końca mnie przekonały. W pewnym momencie miałam wrażenie, że Sarah Lotz sama nie do końca wie, w jaki sposób chciałaby tę książkę zakończyć. Odczułam to jako pewnego rodzaju miotanie się podczas podejmowania ostatecznej decyzji. W miarę racjonalne wytłumaczenie całej sytuacji kłóciło się z tym trochę bardziej absurdalnym. Nie można było pominąć faktu, że Troje istotnie pokazywało, że po katastrofach uległo całkowitej zmianie, ale było to przypominane w odrobinę naciągany sposób. 

Konstrukcja książki jest ciekawa, ponieważ nie jest to zwykły opis tego, co miało miejsce po 12 stycznia. Są to różnego rodzaju wywiady, nagrania i relacje osób, które miały bezpośredni kontakt z Trojgiem lub ich bliskimi. To zróżnicowanie poziomów każdego, powiedzmy, rozdziału wymaga skupienia uwagi i przemyślenia tego, w jaki sposób jest przedstawiona sytuacja z punktu widzenia kolejnej osoby. Samo wprowadzenie takiego rozwiązania pochwalam, jednak ten zabieg nie do końca udał się autorce. Czytałam kilka recenzji tej książki, kiedy miała miejsce jej dosyć szumna premiera i spotkałam się z takimi, w których stwierdzano, że autorce nie udało się na tyle zróżnicować wywiady i relacje, żeby faktycznie dało się odczuć, że pochodzą one od różnych osób. Wtedy nie mogłam tego potwierdzić, teraz już tak. W pewnym momencie naprawdę miałam wrażenie, że zapiski dotyczą jednej i tej samej osoby, a według książki była to już trzecia lub czwarta postać. To mnie odrobinę rozczarowało. Autorka nie podołała temu zabiegowi, a szkoda, ponieważ gdyby się jej to udało, powieść miałaby naprawdę inny charakter i odbiór.

Jak już wcześniej wspomniałam premiera była szumna. Pamiętam to uczucie delikatnej zazdrości, kiedy dowiadywałam się, że kolejny bloger otrzymał tajemniczą kopertę z fragmentem książki. Zapadło mi także w pamięć wrażenie, jakie wywarła na mnie sama książka, kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz w księgarni. Umówmy się - mało która książka wprawia człowieka w nieme osłupienie swoim wyglądem w takim stopniu, jak Troje. Prawie cała czarna okładka i krawędzie stron w tym samym kolorze robią swoje. W tym momencie pytanie brzmi w sposób następujący - czy taka forma wprowadzenia książki na rynek odzwierciedla jej wartość? W pewnym stopniu pewnie tak, według mnie jednak nie do końca. Ona mogła być naprawdę dobra, ale do osiągnięcia takiego poziomu, jaki był wtedy zapowiadany wiele jej brakuje. 

Nie twierdzę, że nie polecam tej książki. Wręcz przeciwnie, ponieważ uważam, że każdy powinien sobie wyrobić zdanie na jej temat. Należy jednak uważać z tym, czego potencjalny czytelnik się po niej spodziewa. Moje oczekiwania nie zostały zaspokojone, mówię o tym uczciwie. Nie żałuję jednak, że sięgnęłam po Troje. Ta książka naprawdę zasługuje na uwagę, nie należy się jednak spodziewać po niej wybitnego dzieła. Do tego trochę jej brakuje.


12 komentarzy:

  1. Nie wiem co myśleć, takie książki chyba nie są dla mnie. Nie mój klimat, po prostu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest specyficzna i trzeba naprawdę chcieć ją przeczytać:)

      Usuń
  2. Książkę mam na półce, ale na razie jakoś mnie do niej nie ciągnie i chyba nieprędko coś się zmieni w tej kwestii skoro Ty jesteś zawiedziona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawiedziona nie jest do końca trafnym określeniem. Stwierdzam, że raczej chodzi o niepełną satysfakcję.

      Usuń
  3. Wybitne to dzieło nie jest, ale na pewno warta uwagi, tak jak piszesz. Mnie się ta książka podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - bez szału, ale warto poznać:)

      Usuń
  4. Kiedyś miałam okazję przeczytać pierwszy rozdział i całkiem mnie zaintrygował, ale nie miałam czasu na czytanie... Zapomniałam o tej książce, więc dzięki Ci za recenzję, bo mi przypomniałaś ;)

    www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o tej książce i mam ją w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że rynek wydawniczy jest w miarę różnorodny, bo każdy znajdzie coś dla siebie. Czytałam "Troje" w okolicach premiery i w dalszym ciągu ta książka znajduje się dosyć wysoko na liście moich ulubionych. A od tego czasu przeczytałam już masę innych pozycji. Rozumiem jednak, że może się komuś nie podobać. Jednak na bardzo polecam :) Pozdrawiam! Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym się zgodzę, ponieważ każdy znajdzie coś dla siebie, a trzeba też szukać czegoś nowego, nie można zatracić się w jednym i tym samym gatunku:)

      Usuń