wtorek, 15 września 2015

Dziecko śniegu - Eowyn Ivey

Źródło zdjęcia

Aż pewnego ranka, gdy stopniały już resztki śniegu, dziewczynka ponownie odwiedziła parę staruszków i ucałowała oboje w policzki.
 - Muszę was teraz opuścić - powiedziała.
 - Ale dlaczego? - załkali.
 - Jestem dzieckiem śniegu. Potrzebuję chłodu do życia.
Kiedy wzięli ją w ramiona, na podłogę spadło kilka płatków śniegu. Dziewczynka błyskawicznie wyśliznęła się z ich objęć i wymknęła na zewnątrz.
 - Wróć do nas - błagali. - Prosimy, wróć!*

Jack i Mabel od początki swojego małżeństwa mieli jedno pragnienie. Chcieli mieć dziecko. Było już tak blisko, Mabel zaszła w ciążę, jednak nie udało się i maleństwo nie przeżyło. Od tego momentu małżeństwo zamknęło się w sobie. Żyli razem, ale w pewnym stopniu osobno. Żeby w jakiś sposób sobie z tym poradzić podjęli szaloną decyzję. Przenieśli się na Alaskę i tam rozpoczęli nowe życie.

Początkowo nie było im łatwo. Alaska nie była łatwym terenem jeżeli chodzi o rolnictwo i życie. Musieli podjąć kilka trudnych decyzji i przetrwać kilka pierwszych lat, aby stanąć na nogi i przede wszystkim nauczyć się żyć w takich warunkach. Bardzo pomocni okazali się sąsiedzi, bez nich na pewno nie mogliby sobie poradzić. To oni udzielali im odpowiednich wskazówek, dzięki nim mogli zebrać pierwsze plony ze swojej ziemi. Musieli w to włożyć ogrom pracy i wysiłku, co również nie było takie oczywiste, ponieważ oboje nie należeli już do najmłodszych ludzi. Mimo tego, że w pewnym stopniu udało się im pokonać przeciwności związane z przetrwaniem nadal czuli pustkę, czegoś im brakowało.

Dla Mabel najgorszym okresem był przełom jesieni i zimy, Słońce pojawiało się dosłownie na kilka godzin, temperatura błyskawicznie spadała sporo poniżej zera. Jack cały swój wolny czas poświęcał pracy w polu. Kobiecie nie było łatwo.

Pewnego wieczoru Mabel i Jack bawili się jak dzieci w śniegu. Urządzili bitwę na śnieżki, biegali wśród wirujących płatków. Postanowili, że ulepią bałwana. W trakcie pracy okazało się, że powstała śniegowa dziewczynka. Dopracowali szczegóły, dodali płaszczyk, rękawiczki, szalik. Podziwiali przez chwilę swoje dzieło, po czym udali się do chaty, aby się wysuszyć i ogrzać. 

Na drugi dzień śniegowa dziewczynka zniknęła, ale zauważyli, że ktoś ich obserwuje. Ślady stóp wskazują, że ktoś podchodzi bardzo blisko ich chaty i nie jest to dorosła osoba. Z czasem okazuje się, że jest to śliczna mała dziewczynka, Faina. Pojawia się niespodziewanie, nigdy nie wiadomo kiedy ich odwiedzi. Jest cicha, tajemnicza, odrobinę zamknięta w sobie.  Podczas cieplejszych miesięcy pozostaje im tęsknota i oczekiwanie, ponieważ dziewczynka wtedy znika i ich nie odwiedza. Sąsiedzi wiedzą o jej istnieniu, ale poważnie w nie wątpią, ponieważ Faina pojawia się tylko wtedy, gdy Mabel i Jack są sami. Nie jest to ważne. Dla nich najważniejsze jest to, że Faina do nich wraca, mogą poznać namiastkę rodzicielskiej miłości i troski. 

Tę książkę chciałam już przeczytać jakiś czas temu, jednak odłożyłam to na później. Okładka ukierunkowała moje oczekiwania na ciepłą, odrobinę fantastyczną opowieść, do której chętnie będę chciała wracać i właśnie tak się stało. Dziecko śniegu jest tajemniczą... baśnią. W pewnym sensie wszystko zostało w niej racjonalnie wyjaśnione, jednak nadal pozostaje zawarta w niej magia i tajemnica, którą odczuwa się na każdej stronie. Dawno nie przeczytałam czegoś tak klimatycznego i porywającego.  

Dziecko śniegu nie jest radosną książką ze stuprocentowo szczęśliwym zakończeniem. Na jej kartach zawarta jest pełna gama emocji. Cierpienie, jakie początkowo odczuwają Mabel i Jack zmienia się w otępiające rozczarowanie, nadzieję, zaskoczenie, radość, smutek... można tak wymieniać w nieskończoność. Finał jest nie jest do przewidzenia, co bardzo mi się spodobało. Cała powieść jest pełna zawirowań i zagadek, co dodało jej tylko uroku. Autorka stworzyła dzieło idealne.

Serdecznie polecam tę książkę. Mam wrażenie, że nie ma takiej osoby, która stwierdziłaby, że Dziecko śniegu nie przypadło jej do gustu, aczkolwiek nie mam złudzeń i wiem, że każdy ma inny gust i oczekiwania;) Miejcie tę powieść na uwadze, naprawdę warto.

* - cytat pochodzi z książki pt.: Dziecko śniegu, Eowyn Ivey

8 komentarzy:

  1. Po Twojej recenzji książka wydaje się ciekawa :) Jeśli wpadnie w moje ręce- na pewno przeczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie taka jest! Gorąco polecam ją każdemu:)

      Usuń
  2. Uwielbiam takie książki, które wywołują wiele emocji. Chętnie przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam nią zachwycona i podejrzewam, że u Ciebie będzie tak samo:)

      Usuń
  3. To bardzo nastrojowa powieść:) Piękne opisy przyrody, można usłyszeć ten trzaskający lód:) Bardzo miło wspominam:) I okładka - magiczna:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przyznać, że dobrze od czasu do czasu zrobić sobie taką rundkę po blogach, bo znajduję coraz więcej ciekawych miejsc. Dlatego dołączam do obserwatorów, by móc stale tutaj bywać. :)
    Podoba mi się recenzja, jest rozbudowana, a to lubię. Sama książka mnie zachwyciła już samą okładką - jest piękna. Natomiast skoro wywołuje emocje, to tym bardziej jest dla mnie!
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com - będzie mi miło, jeśli zajrzysz.

    OdpowiedzUsuń