poniedziałek, 24 listopada 2014

Złudzenia - Alicja Flis

Źródło zdjęcia
Trudno powiedzieć w jakim stopniu naszym życiem rządzi przypadek. Sami często zadajemy sobie pytanie: co by było, gdyby…? I nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co tak właściwie by się wydarzyło, gdyby na przykład została podjęta inna decyzja. Możemy tylko przypuszczać. A co by się stało, gdyby Weronice udało się znaleźć pracę w kraju i nie musiałaby wyjeżdżać do Włoch? Gdyby jej ojciec nie zginął tragicznie? Co by było, gdyby Aleksa nie wybrała się na staż do Rzymu, Cristina nie piła kawy w tej konkretnej kawiarni, a Marita zginęła w wypadku, w czasie którego zmarli jej rodzice? Tego nie wiemy, możemy tylko snuć przypuszczenia. 

Na okładce możemy znaleźć informację, że Złudzenia opowiadają o losach trzech kobiet, jednak moim zdaniem nie można pominąć tutaj czwartej, która odegrała kluczową rolę w niektórych wydarzeniach. Tym właśnie sposobem poznajemy Weronikę, Aleksę, Cristinę i Maritę. W momencie rozpoczęcia książki przebywają na terenie Rzymu, ale wszystkie mają polskie korzenie. Weronika znalazła się w obcym kraju z prostego powodu. Kilka miesięcy wcześniej jej ojciec, żywiciel rodziny, zmarł w tragicznych okolicznościach. Jej mama popadła w depresję i nie była w stanie zająć się utrzymaniem rodziny, dlatego Weronika postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i podbudować finansowo rodzinę. Miała szczęście. Dzięki koleżance dostała pracę w rzymskiej kawiarence na czas wakacji. Aleksa będąca na czwartym roku dziennikarstwa przebywała w Rzymie w związku z kilkutygodniowym stażem, który odbywała w redakcji Viaggio. Po zakończeniu stażu miała wracać do Polski, ale jak na razie całą sobą chłonęła to, co miało jej do zaoferowania Wieczne Miasto – atmosferę, rytm życia, pyszne jedzenie. Cristina z kolei była na czwartym roku prawa na jednej z włoskich uczelni. Od zawsze mieszkała w Rzymie, ale jej rodzice byli Polakami i wszelkie tradycje oraz jeżyk nie były jej obce. Marita z kolei była kobietą związaną z szefem mafii. Wiedziała tylko tyle, że po tym, jak jej rodzice zginęli w wypadku Karlos przygarnął ją, zajął się nią jak tylko mógł, a potem zakochał w niej bez pamięci. Kobieta miała wygodne życie, ale jednocześnie żyła jak w klatce – wszędzie chodziła z ochroniarzem, część domu, którą zajmowała była wyposażona w kamery śledzące każdy jej ruch. Cały czas musiała uważać na to, co robi i mówi, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo. W kawiarni prowadzonej (powiedzmy) przez Karlosa uchodziła za osobę zimną i bez uczuć. Ale wcale taka nie była.

Wydaje się, że są to cztery zupełnie osobne historie. Jednak z każdą przeczytaną stroną okazuje się, że losy tych czterech kobiet są ze sobie nierozerwalnie związane. Na początku nie są tego świadome, ale tak naprawdę są w stanie pomóc sobie nawzajem, co nie jest bez znaczenia. kiedy jedna z nich trafiła do kawiarni prowadzonej przez mafię, która trudni się także handlem kobietami. W pewnym momencie najistotniejsza część sprawy staje się dla nich jasna i robią wszystko, aby znowu były bezpieczne i szczęśliwie wróciły do swoich trybów życia, które tak naprawdę zostały wywrócone do góry nogami.

Trudno mi było jednoznacznie określić, kto jest w tej książce główna bohaterką. Stwierdzam jednak, że jest ich cztery i zdania nie zmienię. Każda z nich jest inna, ma inny charakter, sposób bycia i prezencję (chociaż z tym, to już nie do końca tak jest), ale jednocześnie są do siebie niesamowicie podobne. Nie poddają się łatwo, chcą coś osiągnąć, nie myślą tylko o sobie, znają swoje obowiązki i są odpowiedzialne. Wiedzą, ile warte jest ich życie i chcą je chronić. Czy któraś z nich wydała mi się szczególnie bliska? Chyba Marita. Nie ze swojej winy żyła w największym zakłamaniu, mimo bogactwa miała chyba trudniej niż reszta dziewczyn i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Należała do Karlosa, ale w tym związku, to on kochał. Marita tylko egzystowała i w zasadzie nie czekała na nic, bo nawet nie wiedziała czy ma na co czekać. Okazało się, że owszem. Nie mogła się nawet spodziewać tego, jak mogło wyglądać jej życie, gdyby wszystko potoczyło się inaczej, gdyby Karlos nie wziął jej pod swoją opiekę. Jej życie było złudzeniem, które nareszcie zaczęło przybierać realne kształty.

Złudzenia poruszają trudny temat. Handel kobietami nie jest czymś, co należy do przeszłości, to dzieje się nadal i Alicja Flis pokazała, w jakiej sytuacji może znaleźć się dziewczyna czy też kobieta, która zostanie wywieziona z kraju. Pod tym względem książka bardzo przypadła mi do gustu, pozostałe wątki także nie były mi obojętne. Pozornie całkowicie osobne wątki połączyły się w całość, jasną i klarowną. Jest jednak coś, co przeszkadzało mi w lekturze. Sposób przytaczania przemyśleń bohaterów (akurat ten nie jest moim ulubionym) oraz nadużycia w stosowaniu interpunkcji nie pomagały mi we właściwym odbiorze książki. Jestem też świadoma tego, że ja sama nie do końca właściwie stosuję znaki interpunkcyjne, jednak poważniejsze błędy jestem w stanie wychwycić*.

Książka zasługuje na uwagę, a po dopracowaniu wyżej wymienionych błędów nie miałabym jej nic do zarzucenia. Każdy może znaleźć w niej coś dla siebie, więc można ją określić jako uniwersalną. Autorka ma na swoim koncie tomik poetycki. Złudzenia, to pierwsza jej powieść. Mam przeczucie, że z każdą następną będzie tylko lepiej.

Recenzja została napisana w ramach współpracy z Redakcją Essentia

* - zmiany zostały wprowadzone po konsultacji z autorką książki.



8 komentarzy:

  1. Widzę, że książka porusza bardzo trudny temat. Dobrze, że takie publikacje powstają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Mam nadzieję, że następne książki autorki również będą dotyczyły tego rodzaju problemów, żeby przybliżyć je czytelnikom.

      Usuń
  2. Czasem trzeba się namęczyć, by z gąszczu błędów wyłowić właściwą treść ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Handel kobietami, to niezwykle trudny i przerażający temat, dlatego myślę, żeby przymknąć oko na wspomniane przez Ciebie błędy stylistyczne i interpunkcyjne, i dać szansę poznania tej książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fabuła nie została przez nie przyćmiona, ale po prostu je widać:)

      Usuń
  4. O niee, mówię "nie" każdej książce, w której interpunkcja i stylistyka nie jest dopracowana. Już raz musiałam czytać taką książkę i okropnie się przy niej męczyłam.

    OdpowiedzUsuń