czwartek, 25 września 2014

"Cała nadzieja w Paryżu" Deborah McKinlay



Eve i Jack są od jakiegoś czasu przyjaciółmi. Przyjaciółmi specyficznymi, ponieważ znają się tylko z listów, które do siebie wysyłają. Nigdy się nie widzieli, nawet nie rozmawiali ze sobą przez telefon. Piszą do siebie o różnych rzeczach, najczęściej o przepisach na dania, które właśnie wyszły spod ich rąk. Ale nie tylko. Wiedzą, że mogą zwierzyć się sobie nawzajem w każdej chwili i czasami to faktycznie robią, ale nie zawsze. 










Jackson Cooper jest amerykańskim pisarzem. Ma na swoim koncie już kilka powieści, które zrobiły furorę na całym świecie. Ma na swoim koncie dwa małżeństwa. Raczej nieudane patrząc na fakt, że druga żona właśnie go zostawiła. Jack ma coś w rodzaju kryzysu wieku średniego, a oprócz tego kryzys twórczy. Boi się tego, co ma niedługo nadejść, czyli pięćdziesiątych urodzin, które według niego są wyznacznikiem starości i końca pewnego etapu w życiu każdego człowieka. Odnajduje spokój tylko w towarzystwie swojego przyjaciela oraz podczas czasu spędzonego w kuchni, Właśnie gotowanie sprawiło, że jego znajomość z Eve przetrwała, a nie zakończyła się już po pierwszej wymianie listów.
Eve Petworth jest bardzo samotna. Od czasu śmierci swojej matki mieszka sama. Czasami odwiedza ją córka, Izzy, ale kobiety nie mają takie kontaktu, o jakim obie marzą. Eve wychowywała córkę sama. A w zasadzie robiła to jej matka, przez co Eve czuła, że żyje na uboczu i nie dba o dziewczynkę tak, jak dbać o nią powinna. Izzy miała jej to za złe przez całe życie i ten żal jej nie minął. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, z jakimi problemami boryka się jej matka. Nie wie, że w miejscach, gdzie przebywa większa ilość osób Eve ma napady strachu i paniki. Nie wie, że w związku z tym jej mama chodzi na wizyty lekarskie. Nie wie również tego, że listy wymieniane z Jackiem dodają jej otuchy i sprawiają, że ma większa motywację do pracy nad sobą i swoją psychiką. 

Wiele sobie po tej książce obiecywałam. Naprawdę. Takie opisy, taka klimatyczna okładka. Wrażenie było takie, że po prostu musi być dobrze. No cóż. Mimo zachęcających opisów oraz pięknej, po prostu pięknej okładce, po przeczytaniu ostatniego zdania dopadło mnie zwykłe rozczarowanie. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Sądziłam, że będę się zachwycać, polecać, czekać na kolejną książkę autorki. Otóż nie. 

"Cała nadzieja w Paryżu" zaczyna się intrygująco. Dwa listy od osób, które w ogóle się nie znają, a mimo to nawiązują znajomość, która się utrzymuje za pomocą tradycyjnych listów. Przyjaźń trwa i rozwija się mimo braku spotkań i rozmów telefonicznych, a także tego, że Eve i Jack mieszkają na różnych kontynentach. I na tym zaintrygowanie w zasadzie się kończy. Prawda jest taka, że dla mnie ta książka jest cały czas wstępem do czegoś, ewentualnie z namiastką rozwinięcia i zakończenia. Nie ma tutaj momentu kulminacyjnego, a sam finał jest... hmmm... w pewnym sensie zaskakujący, ale nie na tyle, aby porwać w czytelnika w jakiś znaczący sposób. 
Paryż został praktycznie całkowicie pominięty, poza krótkim opisem i wcześniejszymi wzmiankami dotyczącymi spotkania dwójki przyjaciół. I tyle. 
Co mi jeszcze przeszkadzało? Chaos. Niekiedy nie wiedziałam czego i kogo dotyczy właśnie czytany przeze mnie fragment. Autorka często mieszała i zmieniała wątki. Czasami trudno było się połapać. 

Nie wiem czy będę chciała sięgnąć jeszcze po książki tej autorki (jeśli jeszcze jakieś powstaną). Miałam zbyt wielkie nadzieje co do tego tytułu i zbyt wielkie rozczarowanie mnie spotkało. Może przesadzam, może ta książka ma w sobie drugie dno, którego nie udało mi się odkryć. Zdarza się. Ale nie zmienia to faktu, że miałam ochotę na miłą, przyjemną i sensowną lekturę, a niestety nie było mi to dane. 

A jakie są Wasze opinie na temat tej książki? Może macie zupełnie inne odczucia i powinnam się zastanowić i nie oceniać jej tak pochopnie?

;*

Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Feeria


12 komentarzy:

  1. Ciekawa recenzja, bo w blogosferze tej książki jest pełno... Jak widać wszyscy idą za tłumem, jak owce i zachwycają się czymś na wyrost. Pewnie z tą książką jest jak z Lawendowym pokojem, ładnie sprzedana nuda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie coś w ten deseń. Tym razem naprawdę zawiodłam się na książce, która od początku mnie intrygowała i byłam ciekawa, co jest pod tą piękną okładką. Jak się okazało noc, co mogłoby zrobić na mnie wrażenie...

      Usuń
  2. Czytam kolejne recenzje tej książki i zdania są mocno podzielone. Mam mętlik, gdyż nie wiem, czy kupować tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zależy to od tego, co kto lubi. Po prostu:) Może komuś wystarczy to, co dostał, a może ja nie doceniłam tego tytułu tak, jak powinnam.

      Usuń
  3. Czytałam. Książka nie jest zła ale spodziewałam się czegoś innego. Szczególnie zabrakło mi Paryża eksponowanego w tytule i na okładce....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Brak Paryża bardzo mnie zabolał...

      Usuń
  4. Jakoś liczyłam na coś niesamowitego, ale widzę, że nie ma co zabierać się za lekturę z takimi wygórowanymi oczekiwaniami. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz spróbować, ale obawiam się, że reakcja będzie podobna do mojej..

      Usuń
  5. Chyba miałam nadzieję na coś więcej... Szkoda.
    Okładka przepiękna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też chciałam jednak nieco więcej od tej książki. Niestety, nie udało się.

      Usuń
    2. Ja też sobie wiele obiecywałam po okładce, niestety:(

      Usuń
    3. Zauważyłam, że jest wiele osób, które czują się zawiedzione po tej książce. Trochę to smutne po takich nadziejach, jakie miały miejsce przed premierą...

      Usuń