niedziela, 12 maja 2013

Dziewczęta z Szanghaju - Lisa See

W to niedzielne popołudnie chciałam polecić Wam jedną z książek, które ostatnio przeczytałam, a że mam zwyczaj czytać kilka jednocześnie czasami trudno wybrać coś naprawdę godnego polecenia.

Jednak dzisiaj skończyłam czytać książkę autorstwa Lisy See zatytułowaną "Dziewczęta z Szanghaju".

Książka ta czekała w kolejce kilka miesięcy. Kupił mi ją TŻ. Dostałam wtedy dwie książki, ale ta druga nie wzbudziła we mnie tyle emocji i zaciekawiania co "Dziewczęta...".

O tym, że ta książka w ogóle istnieje wiedziałam wcześniej. Gdzieś na półkach w księgarniach migała mi przed oczami okładka lub tytuł.
Nie przypuszczałam jednak, że jest ona aż tak DOBRA.
O jej jakości niech powie coś fakt, iż przeczytałam ją w dwa dni:)

Zaczynając ją bałam się, że będzie podobna do swojej "koleżanki" kupionej w tym samym dniu. Jednak po kilku stronach przestałam je porównywać. Został mi przedstawiony zupełnie inny świat.
Poznałam dwie siostry - Pearl oraz May. Chinki. Zarabiające na siebie pozowaniem dla artystów. Mieszkające z rodzicami, którym oddają pieniądze. Bogate. Zadowolone z życia. Jednak ich spokojny świat stopniowo się wali. Pierwszym tego czynnikiem jest ojciec, który popadł w długi. Chcąc ratować rodzinę aranżuje małżeństwa córek mimo wcześniejszych zapewnień, że pozwoli im wziąć ślub z miłości. Nakazuje córkom opuścić Chiny i przenieść się do Ameryki. Siostry zawierają związki małżeńskie z wybranymi przez ojca mężczyznami (chociaż trudno nazwać tak jednego z nich), lecz nie stawiają się w wyznaczonym dniu na statku. Drugim czynnikiem zawalenia się ich spokojnego do tej pory świata jest wojna z Japonią. Bomby, morderstwa, gwałty, ucieczka, bieda. Tak wygląda ich świat.
A potem podróż.

Reszty nie opowiem. I tak chyba napisałam za dużo, ale nie mogłam się powstrzymać;)

Czemu ta książka mnie tak poruszyła i zaciekawiła?
Bo na jej kartkach została zapisana historia. Nie Pearl i May, ponieważ to są postacie fikcyjne, ale ludzi, którzy mieszkając w Chinach chcieli polepszyć swój los i udać się do Ameryki. O ludziach, którzy po długiej podróży prowadzili życie gorsze niż w Chinach. Którzy cały czas żyli z obawą, że zostaną deportowani do Chin. Czytając czułam ich ból, strach, niepokój i niepewne jutro.

Muszę jednak przyznać, że po skończeniu czuję pewien niedosyt. Przypisuję to temu, że zakończenie było zaskakujące. Tak naprawdę przerywało historię w połowie, dlatego teraz będę polować na dalsze losy bohaterów, czyli "Marzenia Joy":)



czwartek, 2 maja 2013

Fioletowe maleństwa:)

Byliśmy, zobaczyliśmy, zrobiliśmy:)
Jak się okazało, to wcale nie było takie proste jak się może wydawać, ale mam nadzieję, że sprostaliśmy wyzwaniu. Na efekty musimy jeszcze trochę poczekać, ale trzeba ćwiczyć cierpliwość przecież;)

Na znakach było napisane, że idzie się 2 godziny. Nauczyłam się, że czasy przejścia szlaku, jakie można zobaczyć na napotykanych znakach niekoniecznie mówią prawdę, bo każdy człowiek ma przecież inne tempo:p Nam droga zajęła 1,5h tak samo w jedną, jak i w drugą stronę.
Pierwsza część trasy - miło i przyjemnie szło się po asfalcie.
Druga część trasy - miło i przyjemnie szło się po śniegu i lodzie:p
Osiągnięcie celu i widok zapierający dech w piersiach.
Wrócimy tam za rok:)



Marzenia się spełniają:)