środa, 27 marca 2013

Nagroda

Jakiś czas temu wygrałam w jednym z konkursów organizowanych przez Rossmann podkład.
Po prawie 2-tygodniowym oczekiwaniu na maila potwierdzającego wygraną oraz kilkudniowym oczekiwaniu na przesłanie nagrody do podanego przeze mnie Rossmanna dzisiaj poszłam, załatwiłam, odebrałam:)

Co to za podkład?
Maybelline Affinitone Mineral:)
Odcień Sand (30)

Jestem zadowolona bardzo, bo stary właśnie mam na wykończeniu, więc w sam raz się przyda.
Co mnie zaskoczyło?
Nie mogłam wybrać odcienia podkładu. Jaki był w paczce, taki musiałam wziąć. Nie było mowy o żadnej wymianie. Pierwsza myśl: Super nagroda, jak może się okazać, że nawet z niej nie skorzystam, bo może w ogóle do mnie nie pasować:/
Na szczęście odcień jest ok, więc mogę o tamtych myślach zapomnieć.
Ale tak na serio, to było trochę dziwne. Powinni chyba pytać o odcień jaki interesuje laureata (tak miałam w konkursie NIVEA - poprosili o napisanie maila, w którym miałam napisać swój rodzaj cery, żeby przysłali mi odpowiedni krem) albo dać możliwość wymiany, jeśli kolor nie jest dobry.
Trochę się zdziwiłam.
Ale na szczęście miałam szczęścia:) (super to wygląda:p)

Pozostaje testowanie:)




















 Tylko czemu te zdjęcia mi takie niewyraźne wyszły...:/

wtorek, 26 marca 2013

5 miesięcy

Post miał być w niedzielę, ale powaliło mnie przeziębienie...

A w niedzielę było 5 miesięcy do ślubu. Za 5 miesięcy o tej porze będę mężatką:)

I miałam dwie skrajne myśli.
1. O matko. Teraz można mówić, że już tylko ponad 4 miesiące, a tu jeszcze tyle rzeczy do załatwienia zostało.
2. To wciąż ponad 4 miesiące. Jeszcze masa czasu.

Hehehe:)

To wszystko wydaje mi się jeszcze trochę abstrakcyjne, ale mam świadomość, że zanim się obejrzę będzie lipiec, a potem już sierpień. Dopiero był rok do ślubu przecież...

Nie mogę się doczekać:)
Jestem bardzo ciekawa jak będzie wyglądało nasze życie małżeńskie. Nie mieszkamy ze sobą przed  ślubem, więc to będzie coś zupełni nowego. Bo jednak pomieszkiwanie ze sobą kilka razy po kilka razy, to nie to samo. To tylko przedsmak taki:D

No ale to się okaże za miesięcy 5.
A teraz trzeba będzie się zagłębić w przygotowaniach!:)

niedziela, 17 marca 2013

Puzzle:)

Ułożenie tych puzzli zajęło nam...pfff...ok 5 miesięcy.
Ktoś może pomyśleć: czemu tak długo?
Powód jest prosty. Brak czasu. A układaliśmy tylko we dwójkę (z TŻtem). Osobno jakoś nie było weny twórczej;)

Puzzle te mają 3000 elementów.
Na zdjęciu widać brak jednego, który się znalazł tydzień po skończeniu układania;)

Co przedstawiają?
Zamek Neuschwanstein (mam nadzieję, że nie pomyliłam się pisząc nazwę:)).
Piękny. Chciałabym go kiedyś zobaczyć na żywo.
Czego się o nim dowiedziałam?
Jest położony w Niemczech, a dokładnie w Bawarii, w Alpach Bawarsko-Tyrolskich.
Był pierwowzorem dla zamku w Disneylandzie:p
Wybudowany dla Ludwika II.
Jego polska nazwa: Nowy Łabędzi Kamień.

Ułożenie tego nie było proste. Ja osobiście cierpliwością nie grzeszę, więc często się irytowałam itd. TŻ był w swoim żywiole;) Mimo tych chwil zwątpienia dzielnie wytrwałam i naprawdę mnie to cieszyło. To jednak były chwile relaksu i wyciszenia. Nawet jeśli nie mogłam nic ułożyć, bo mi się kolory mieniły przed oczami:p
Co ciekawe - to był mój pomysł. Jak mnie czasami na coś weźmie, tak koniec.
I już się cieszę na nowe wyzwanie, czyli wieżę Eiffla. Tym razem 2000 elementów:)

A teraz czas się chwalić osiągnięciem:D



czwartek, 7 marca 2013

Najprawdziwsze szczęście

Bo jak to jest?

Żyję sobie. Studiuję. Mam cudowną, kochającą rodzinę. Wspaniałego Narzeczonego, a za mniej niż pół roku będę jego żoną (!). Niezastąpionych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Nawet na forum poznałam osoby, które uwielbiam za samo ich istnienie, chociaż ich nie znam (w tym miejscu buziaki dla Emilki:D).
Ogólnie - cud, miód i orzeszki.

Ale czemu w takim razie, pytam się czemu, nadchodzą nie raz i nie dwa chwile załamania, a wtedy jest mi smutno i źle? Czemu muszę się zdrowo kopnąć wtedy w moje zacne 4 litery (przenośnia taka...), żeby sobie przypomnieć o tym wszystkim, co jest wyżej napisane..?

A są to przecież niezbite dowody na to, że mam to szczęście.

I jest na to odpowiedź - a bo człowiek, to taka istotka niezrozumiała, że zawsze musi szukać dziury w całym i zawsze znajdzie powód do narzekania i płaczu. I zawsze dojdzie do wniosku, że inni w życiu mają zdecydowanie lepiej.

No na pewno.
A wystarczy dokładnie się rozejrzeć dookoła. I przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że pozory mylą.

Ale komu by się chciało...


Post zainspirowany postem realnie (mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe;*)

środa, 6 marca 2013

Ostatnie dni Emmy Blank

A oto zapowiadany wcześniej post o filmie, który zapadł mi głęboko w pamięć, zaskoczył i jednocześnie zdenerwował.

Film 7 aktorów.
Emma Blank. Kobieta chora. Na pierwszy rzut oka żyjąca na wysokim poziomie. Posiada służbę, która spełnia każdą jej zachciankę. Ma córkę/służącą. Posiada też psa/brata. Jest chora. W zasadzie czeka na śmierć, a razem z nią reszta domowników, którzy (bądźmy szczerzy) spodziewają się pokaźnych zapisów w testamencie. Emma Blank to osoba, która pragnie, żeby ktoś się nią interesował, żeby była w centrum uwagi wszystkich dokoła. Osiąga to poprzez terroryzowanie tych ludzi.

I pytanie: co dalej?

A no to, że nadchodzi moment, w którym służba mówi: dość.
Ich życie jest uzależnione od humorów pani domu, od jej samopoczucia, od jej zachcianek, od jej życia. A oni już tego nie wytrzymują psychicznie, a także fizycznie. Przestają zwracać na nią uwagę. Przyszywają do podłogi (dosłownie!). Staje się dla nich niewidoczna.

Emma Blank umiera.

Na plaży jest układany martwy człowiek w taki sposób, żeby każdy myślał, że spędza dzień na plaży i po prostu zasnął podczas opalania się.

Człowiek udaje psa.

Człowiek jest jednocześnie kochankiem, ojcem, lokajem/służącym, który dla swojej pani przykleja sztuczne wąsy i pozwala jej wybrać ich odpowiedni kształt.




Brzmi to bardzo chaotycznie. Dlatego tak zwlekałam z publikowaniem tego posta, a raczej tej części:) Nie potrafię inaczej tego filmu opisać.
Oczywiście - wiele faktów pominęłam, bo nie chciałam opisywać całego filmu szczegółowo. A nuż ktoś będzie chciał obejrzeć, a ja tu odebrałabym całą przyjemność opisując całą fabułę. Tak być nie może:) Sama trafiłam na niego zupełnym przypadkiem.
Jak napisałam w pierwszych słowach - film zapadł mi głęboko w pamięć i naprawdę zaskoczył. Tego chyba nie trzeba tłumaczyć.
A dlaczego mnie zdenerwował?
Bo sobie uświadomiłam, że tacy ludzie naprawdę mogą istnieć. I nie mam tu na myśli samej Emmy Blank, ale wszystkich bohaterów. Bo takie rzeczy dzieją się naprawdę. I jest jeszcze jedno źródło zdenerwowania, ale nawet sama nie mogę go jakoś racjonalnie opisać. Może to bardziej irytacja? Nie wiem. To jakieś takie niezdefiniowane uczucie, które pozostało po obejrzeniu tego filmu, a oglądałam go...ponad miesiąc temu?:)

Może jeszcze kiedyś do tego wrócę i będę umiała lepiej wyjaśnić. Na razie nie potrafię, ale bardzo chciałabym polecić ten film. Warto:)

;*