czwartek, 7 marca 2013

Najprawdziwsze szczęście

Bo jak to jest?

Żyję sobie. Studiuję. Mam cudowną, kochającą rodzinę. Wspaniałego Narzeczonego, a za mniej niż pół roku będę jego żoną (!). Niezastąpionych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Nawet na forum poznałam osoby, które uwielbiam za samo ich istnienie, chociaż ich nie znam (w tym miejscu buziaki dla Emilki:D).
Ogólnie - cud, miód i orzeszki.

Ale czemu w takim razie, pytam się czemu, nadchodzą nie raz i nie dwa chwile załamania, a wtedy jest mi smutno i źle? Czemu muszę się zdrowo kopnąć wtedy w moje zacne 4 litery (przenośnia taka...), żeby sobie przypomnieć o tym wszystkim, co jest wyżej napisane..?

A są to przecież niezbite dowody na to, że mam to szczęście.

I jest na to odpowiedź - a bo człowiek, to taka istotka niezrozumiała, że zawsze musi szukać dziury w całym i zawsze znajdzie powód do narzekania i płaczu. I zawsze dojdzie do wniosku, że inni w życiu mają zdecydowanie lepiej.

No na pewno.
A wystarczy dokładnie się rozejrzeć dookoła. I przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że pozory mylą.

Ale komu by się chciało...


Post zainspirowany postem realnie (mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe;*)

1 komentarz:

  1. hehe najlepsze jest to, że chciałam się rozpisywać itd, a na koniec patrzę i chodzi o mnie :D. Oczywiście, że nie mam. Miło mi, że kogoś zainspirowałam do napisania, do przemyśleń :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń