poniedziałek, 13 lutego 2017

4 lata :)

Źródło zdjęcia

Dzisiaj mijają 4 lata od momentu opublikowania pierwszego postu. 
Baaardzo dużo czasu, dużo zmian, dużo wydarzeń, pozytywnych i negatywnych, bo przecież nie da się wszystkich uniknąć ☺

W tym momencie życzę sobie... wielu rzeczy 😃
Przede wszystkim wytrwałości i cierpliwości. Obie te rzeczy przydadzą się zarówno w blogowaniu, jak i w życiu codziennym. Chciałabym, żeby plany, które gdzieś tam się rodzą w mojej głowie zostały przeze mnie zrealizowane, a przede wszystkim, żebym miała odwagę podjąć się ich realizacji, a nie tylko coś tam sobie w myślach kombinować 😉 
Więcej czytania, więcej pisania - to u mnie standard ☺

Chcę także podziękować wszystkim tym osobom, które pomimo moich wad tutaj zaglądają, czytają to, co napiszę, czasami skomentują. Bloga założyłam dla siebie, dla własnej satysfakcji, ale z czasem okazało się, że także dla Was. Każde Wasze odwiedziny, każde napisane przez Was słowo sprawia mi niewypowiedzianą przyjemność i satysfakcję. 
Naprawdę Wam dziękuję, że jesteście, że mnie motywujecie, że mimo tych nieszczęsnych przerw dajecie mi kolejną szansę. Jest to dla mnie niezmiernie ważne.

Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję, że przede mną i przed Wami jeszcze wiele książek i recenzji ☺💕

piątek, 10 lutego 2017

Zaginione wojowniczki - Anne Fortier

Instagram

Tak, wiem. Miał się pojawić wpis dotyczący Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes. I na pewno tak by się stało, gdyby nie to, że wczoraj skończyłam czytać rewelacyjną książkę, mianowicie Zaginione wojowniczki Anne Fortier. I uwierzcie mi, że nie mogłam się powstrzymać, i nie wziąć się za napisanie tej recenzji. Musiałam to zrobić "na świeżo" ☺ A ta planowana recenzja nie zając, nie ucieknie. Być może już Was zaintrygowałam i się zastanawiacie, co takiego może być w książce, że tak od razu wzięłam się za pisanie o niej. Na pierwszy rzut oka wcale nie jest jakaś specjalna, na drugi być może też nie, ale to trzecie spojrzenie powinno już wpłynąć na Waszą decyzję - czytać czy nie czytać?

piątek, 3 lutego 2017

Przeczytane w Miesiącu - Styczeń

Instagram

Skończył się pierwszy miesiąc 2017 roku i muszę przyznać, że żaden z ostatnich miesięcy nie minął mi tak szybko, jak styczeń. Niby powoli mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem, a tu nagle - luty! Może to i dobrze, czas szybko płynie, czyli do marca niedaleko ☺
Jak upłynął ten miesiąc? Dość aktywnie, ponieważ skupiliśmy się na kompletowaniu wyprawki dla Maleństwa, oprócz tego postanowiłam własnoręcznie zrobić kocyk na szydełku z takich kwadratów, jak ten na zdjęciu powyżej, o czym mogliście się dowiedzieć ze zdjęć na Instagramie. Na czytanie także był czas, chociaż muszę przyznać, że niewiele, co odrobinę mnie zawstydza, ale nic na to nie poradzę.

Chociaż może cztery książki, to nie aż tak zły wynik? Sama nie wiem, ale zmienić tego już się nie da, czasu nie cofnę :)

Meredith Miletti, Szczęście na widelcu. Powieść w pięciu daniach - RECENZJA
Romuald Pawlak, Póki pies nas nie rozłączy - RECENZJA
Jeremy Clarkson, Świat według Clarksona 6. Tak jak mówiłem...
Jojo Moyes, Zanim się pojawiłeś 

Która najbardziej mnie zachwyciła? Ostatnia. Zdecydowanie. To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Jojo Moyes i teraz już wiem, o co chodzi tym wszystkim ludziom, którzy zachwycają się jej książkami, ale o tym będzie więcej w recenzji, która już powstaje ☺

czwartek, 26 stycznia 2017

Póki pies nas nie rozłączy - Romuald Pawlak

Źródło zdjęcia


Zwierzęta, a szczególnie psy, mają to do siebie, że jak zaczną się na nas gapić swoimi ogromnymi oczyskami, to nie ma takiej opcji, żeby czegoś im odmówić. W każdym razie, trzeba być bardzo odpornym na psie spojrzenie. Ja takiej odporności nie mam i bardzo często nie potrafię powiedzieć naszemu psu stanowczego: NIE. Tym sposobem Flora owinęła mnie sobie wokół małego psiego palca i to ja jestem odpowiedzialna za jej rozpieszczenie. Mąż dba o to, żeby nie było ono zbyt duże i dzięki niemu nas słucha, ale ja mam zdecydowanie zbyt miękkie serduszko. W tym jestem bardzo podobna do Reni, bohaterki książki. Michał już mniej przypomina mojego Męża. Przede wszystkim - Michał nie do końca w ogóle chciał mieć psa...

czwartek, 12 stycznia 2017

Szczęście na widelcu. Powieść w pięciu daniach - Meredith Mileti

Źródło zdjęcia

Lubię książki, w których fabuła jest taka... życiowa. To chyba dobre określenie. Niektóre powieści mają to do siebie, że opisana w nich historia wydaje się tak idealna, że aż nierzeczywista i trudna do wyobrażenia sobie w realnym świecie. Szczęście na widelcu  reprezentuje zupełnie inną grupę powieści i bardzo mnie to cieszy. Czytając tę powieść mamy okazję przenieść się do świata nie tylko ludzkiego, ale także smacznego. Włoskie dania mają swój niepowtarzalny charakter i klimat, chyba nie można temu zaprzeczyć ;)

wtorek, 3 stycznia 2017

Trzy odbicia w lustrze - Zbigniew Zborowski

Źródło zdjęcia

Być może pamiętacie, że na początku ubiegłego roku zachwycałam się jedną z książek Zbigniewa Zborowskiego, czyli Pąkami lodowych róż (recenzja - KLIK). Od tamtej pory baaardzo chciałam przeczytać wcześniejszą część, czyli właśnie Trzy odbicia w lustrze. Nie minęło dużo czasu, a podczas spontanicznego wypadu na Warszawskie Targi Książki zaopatrzyłam się w tę właśnie powieść (co mogliście zaobserwować na Instagramie). I w tym momencie zaczęły się schody, ponieważ kolejka książek do przeczytania rosła, a doba wcale nie była dłuższa. Jednak udało się i  niedawno zakończyłam lekturę. Jakie są moje wrażenia?

piątek, 30 grudnia 2016

Czyżbym miała wrócić do blogowania? (znowu)

Jest grudzień. Więcej! Ten grudzień jutro się kończy. Jeszcze więcej! Tym samym dobiegnie końca 2016 rok.
I w tym momencie powinno nastąpić piękne podsumowanie - ile przeczytałam książek, a ile planowałam, ile pojawiło się recenzji, ile nawiązałam nowych współprac, jak one się układały itd itp. Otóż tego nie będzie.
Dlaczego? Przecież nie mogę narzekać na ten rok pod względem czytelniczym. Te osoby, które mimo ciszy z mojej strony jednak tu zaglądały, na pewno zauważyły, że tytuły kolejnych przeczytanych książek pojawiały się w zestawieniu (KLIK) regularnie. I taka jest prawda. Czytać nie przestałam. Straciłam za to wenę do pisania. Pojawiła się we mnie obawa, że każda recenzja jest taka sama, chociaż książki różne. Nie miałam na nie pomysłu. Obiecywałam i sobie, i Wam, że do pisania wrócę, niejednokrotnie. Sami widzicie efekty - ostatnia recenzja pojawiła się w lipcu. Jak napisałam w pierwszej linijce, mamy grudzień. Cóż. Tak bywa. Oprócz tego, na mojej czytelniczej liście pojawiały się książki, do których wróciłam z ogromnym sentymentem i radością. 
Wcale nie twierdzę, że nagle mnie olśniło. Nieeee. Aż tak łatwo nie jest. Pojawiła się chęć i potrzeba, a to już jest bardzo dużo, to już cieszy :) Być może przez to, że Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami (jak tam sylwestrowe plany? :), może dlatego, że przez te miesiące mojego milczenia wydarzyło się wiele rzeczy. Wydarzy się jeszcze więcej, czego już nie mogę się doczekać :)
Nie mogę Wam obiecać, że nagle regularnie zaczną się pojawiać na blogu nowe recenzje. Tak naprawdę, to zaczynam wszystko od nowa. Zero współprac. Zero skonkretyzowanych planów co do tego, jak będzie wyglądać zawartość bloga. Tylko recenzje? Tylko zdjęcia? Recenzje plus zdjęcia? Dodawać coś na temat szydełkowania, które zaczyna mnie coraz bardziej wciągać? Jeszcze nie wiem, niedługo się dowiem, liczę też na Wasze opinie na ten temat :) 
Te osoby, które śledzą moje konto na Instagramie z pewnością zauważyły, co działo się u mnie w ciągu ostatnich miesięcy. W dodawaniu zdjęć też zdarzają mi się przerwy, ale zdecydowanie krótsze ;) Mogliście zobaczyć przeczytane książki (nie wszystkie), odwiedzone miejsca (również nie wszystkie, bo temat jednego wyjazdu został pominięty całkowicie, czego nie mogę odżałować, ale to na szczęście jest do nadrobienia), moje szydełkowe produkcje (na razie jest ich malutko, bo co to tyle, ale są już plany na kolejne) i... brzuszek :) 
Od lipca świat stanął na głowie i choć wszystko wokół wydaje się takie samo, to tak naprawdę jest zupełnie inne, ponieważ mamy z Mężem świadomość, że już niedługo, bo w drugiej połowie marca, pojawi się na świecie mała istotka, która już teraz zawładnęła nami całkowicie. W takim razie, co będzie się działo, gdy się urodzi? ;) Nie wiem, ale z niecierpliwością odliczam dni do marca :) I tego typu tematyka również może się zacząć pojawiać, chociaż niekoniecznie. Zobaczymy, na co mnie natchnie ;)

Mało książkowy wpis, ale mnie to bardzo cieszy. Mogłam szczerze wszystko Wam napisać i szczerze? Jakoś mi tak lżej, bo to nie jest tak, że rzuciłam bloga w kąt i w ogóle o nim nie myślałam. A skąd! Gdzieś tam z tyłu głowa kołatała mi się myśl, że blog czeka, że ktoś, kto czyta moje wpisy również czeka. 

Domyślam się, że z osób, które odwiedzały to miejsce w sieci została dosłownie garstka, jeśli w ogóle ktoś został. Zdaję sobie sprawę z tego, że ten aspekt również jest do nadrobienia, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Nic nie obiecuję, mam nadzieję :)

Tym, którzy dotrwali do końca mojego wywodu serdecznie dziękuję za uwagę i cierpliwość :)
Być może już niedługo coś się tutaj pojawi :)